Pod koniec marca minie rok, jak przyjechalismy do Anglii. Przez pierwsze pól roku bylo ciężko, ale przetrwalismy i teraz jest już dobrze.
Udalo nam się wynająć mieszkanie, Slubny dostal kontrakt na stale w pracy i tak sobie żyjemy w tej Anglii. Mieszkamy nad morzem. uwielbiamy spacery i cieszymy się lagodniejszym niż w górach klimatem.
Dwaj starsi chlopcy chodzą do szkoly. Najmlodszy ma dopiero trzy latka, więc się nim opiekuję w domu. Trochę tęsknię za pracę i mam nadzieję, że w końcu znajdę cos na pól etatu, żeby za bardzo dzieci nie zaniedbać. Trzeba ich zaprowadzać do szkoly, a po poludniu odbierać, bo to jednak kawalek jest. Poza tym przy pięciu osobach w domu sprzątania masa i na nudę nie narzekam aż tak bardzo. Tylko do ludzi mnie ciągnie...
Siedząc w domu nie mam szansy nikogo poznać i z nikim porozmawiać. Czuję się samotna...
Tęsknię też za podróżami, bo to moja druga milosc. Nie mogę za dlugo usiedzieć w jednym miejscu, bo jestem ciekawa, co jest gdzie indziej. Czekamy tylko na lepszą pogodę i mam nadzieję, że będziemy zwiedzać Anglię.
Większoć ludzi, nawet Anglicy, mówią, że Anglia jest brzydka, ale ja tak nie uważam. Jest tyle magicznych miejsc, że trochę czasu trzeba, żeby wszystko odkryć i zobaczyć. Nawet nasze niewielkie miasteczko jest bardzo urokliwe, chociaż niektórym się nie podoba. Ja zawsze staram się dostrzeć ukryte piękno. W tym miasteczku nawet za bardzo nie muszę się starać, bo to piękno widać golym okiem.
Uwielbiam spacery nad rzeczką, gdzie przychodzimy karmić kaczki. Z dzieciakami obserwujemy, jak się biją, przekomarzają, próbując zlapać choć kawalek. Obserwujemy ich zaloty, a niedlugo będziemy obserwować mlode. W rzece jest sporo ryb i to takie duże, że aż w szoku bylimy. W Polsce takich nie widzialam. Wszystkie by zaraz ktos wylowil. Tutaj przyroda jest prawie nietknięta i piękna sama w sobie. Czego więcej trzeba do szczęscia?...
Chodzimy też do parku usytuowanego na wzgórzu, z którego jest piękny widok na cale miasto. Dzieciaki mają tam plac zabaw. Jest dużo zieleni, gdzie można usiąsć na trawie i zrobić sobie piknik. Można pograć w pilkę, albo w inne gry. Teraz planujemy również zakupić rowery i chlopcy będą sobie tam jeżdzić.
Nad morzem plaża jest żwirowa, dużo kamyków, ale ma to i swój urok, bo nie trzeba później piasku ze wszystkiego wysypywać. A nasz Maluszek uwielbia się bawić kamykami i może tak siedzieć w nich godzinami. Woda jest niestety zimna, choć w lecie nogi można zamoczyć i chlopcom się podobalo. Mogli przez caly dzień biegać po wodzie i scigać się z falami. Mnie przy okazji udalo się nawet opalić :)
Jest też w naszym miasteczku drugi park, oddalony bardziej od domu, ale za to przepiękny. Rozlegly. Wchodzi się do niego przez taki lasek, gdzie plynie rzeczka, a na rzece piękne i dostojne labędzie. Kaczki oczywiscie też. Potem wchodzi się na wielką polanę, gdzieniegdzie porosniętą wielkimi, starymi drzewami. Uwielbiam te drzewa, bo sprawiają, że przenoszę się w inny czas i wyobrażam sobie, jak sto lat temu spacerowaly tędzy dostojne panie w pięknych sukniach, a kolo nich przechadzali się eleganccy dżentelmeni w kapeluszach. Jeździlo się powozami zaprzężonymi w konie i bylo dużo spokojniej, leniwiej i romantyczniej...
Ostatnio jestem pod wrażeniem książek Jane Austin. Szczególnie przypadla mi do gustu i do serca "Duma i uprzedzenie", a zaraz potem "Rozważna i romantyczna". Uwielbiam takie romantyczne książki o milosci. W dodatku zakończone happy endem. Od zawsze bylam niepoprawną romantyczką i tak mi już chyba zostanie :)
Milosć w moim życiu jest bardzo ważna i czerpię ją skąd tylko się da. Staram się kochać wszystkich i wszystko :) choć nie zawsze jest to takie proste...
Męża poslubilam z milosci, chociaż wydawalo mi się, że po urazie do mężczyzn z dzieciństwa, nie będę już w stanie się zakochać. A jednak udalo się. Mój Slubny może idealem nie jest, ale się stara i bardzo go za to kocham. On mnie też kocha i ciągle mi to okazuje, choć jestesmy już ze sobą 12 lat, (malżeństwem 10). Do tej pory przynosi mi kwiaty, wyznaje milosc i daje mi do zrozumienia, że beze mnie nie umialby żyć i jestem dla niego najważniejsza. Ten wyjazd też byl wyrazem jego milosci dla mnie, bo za bardzo nie chcial wyjeżdżać, tym bardziej sam, w nieznane, ale pojechal, bo go o to prosilam. Nie bylo mu latwo i bardzo chcial wracac, ale wytrzymal. Po pól roku dopiero do niego dolączylam, ale teraz jest szczęsliwy i nie żaluje. Ja też nie żaluję, bo to tylko nas utwierdzilo w tym, że lączy nas prawdziwa milosc i nie umiemy bez siebie żyć. Dobrze nam razem, choc czasem się klócimy i nie zawsze jest sielanka. Najważniejsze jednak, że przetrwalismy to, co najgorsze i to chyba bardzo wzmocnilo nasz związek. Wciąż mam nadzieję, że doczekamy razem starosci i będziemy wspólnie wspominać nasz życie z lezką w oku. Kocham go za to, że jest, że jest ze mną i że stara się kochać nasze dzieci tak samo mocno, jak ja.
O milosci do dzieci następnym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz